Willa na wzgórzu

Na szczycie niewysokiego, trawiastego, porośniętego gdzieniegdzie niskopienną roślinnością wzgórza, stoi piętrowa willa. Składa się z dwóch brył. Główna, dwupiętrowa, od frontu prezentuje półokrągły taras wystający poza linię dachu. Nie potrzebuje zadaszenia, gdyż nigdy tam nie pada, co nie przeszkadza rozwijać się roślinności. 🙂 Na taras można się dostać z wnętrza budynku, przez panoramiczne, rozsuwane szklane drzwi (w zasadzie zawsze są otwarte) oraz z poziomu gruntu, po kręconych po 1/4 okręgu schodkach. Na parterze mieści się salon, kuchnia i łazienka z toaletą. Na piętrze są pokoje gościnne wyposażone we własne łazienki i toalety. Nigdy nie liczyłem ile, ale zawsze wystarcza ich dla wszystkich gości. Odnoszę wrażenie, że ich liczba dostosowuje się do zapotrzebowania.

Z tarasu, patrząc na wprost, widać znajdujący się przed domem basen, a zaraz za nim prywatny park rozrywki. W zależności od potrzeb pojawia się tam kolejka górska, tajemniczy labirynt, fontanny, po których można brodzić i inne atrakcje. Jak łatwo się domyślić, odbywają się tu różne imprezy, zawsze jest wesoło i dużo gości. 🙂

Po prawej stronie widać drogę dojazdową, a po lewej – fragment bryły dużej hali, wysokiej na półtora piętra, przylegającej do domu. Jej większa część znika za krawędzią willi i ciągnie się za nią na jakieś trzy długości domu, aż do końca wzgórza. Na końcu hali w ścianie jest spora dziura, przez którą można wejść z zewnątrz wspinając się po pryzmie ziemi leżącej przy ścianie. Wewnątrz hali widać betonowy szkielet z poprzecznymi przęsłami i wystającym z ziemi szerokim fundamentem, po którym można chodzić. Hala jest w trakcie budowy, nie ma jeszcze podłogi, tylko nierówną, raz głębszą, raz wystającą ponad poziom fundamentów ziemię.

Podobne artykuły

  • Letnia łąka

    Jest środek lata. Zawsze. Ciepłe letnie popołudnie, nie za gorące, nie za chłodne. Po prostu w sam raz. Rozległą łąkę porośniętą gdzieniegdzie drzewami przecina płynący spokojnie strumień. Nie za głęboki, nie za płytki. Miejscami w sam raz by się w nim zanurzyć, miejscami…

  • Inwazja

    Nie jesteśmy sami we Wszechświecie. Odwiedzili nas sąsiedzi. Niestety, raczej nie mają przyjaznych zamiarów. Inaczej nie pozbawialiby ludzi uczuć i nie zamieniali w bezwolne zombie, które maszerują grupami przez miasto i zgarniają ze sobą ludzi niezmienionych. Wspinają się potem na ostatnie…